Hmmm

Dzień był gUpi. W zasadzie. Miałam na nogach trampki, które wprawdzie wyglądają bardzo cool, ale masakrycznie cisną mnie w palce, w pięty, w podeszwy i w wierzchy, czyli ogólnie wszędzie, i które nie wiem jakim lichem podkuszona włożyłam byłam. I to już nastroiło mnie źle do dnia, który miałam spędzieć pracując na stojąco. Potem pracowałam, owszem, na stojąco, zaciskając zęby w nielicznych chwilach, kiedy miałam czas sobie o tym przypomnieć. Na koniec pracy udało mi się uzyskać świętą obietnicę, że będę mogła jutro zmyć się o 19.30, aby złapać o 20.15 ostatni autobus w kierunku pobliskiego jeziora, co z kolei oznacza że mój kumpel Sascha nie będzie musiał zatrzymywać autobusu przemocą. Bo ja tym autobusem poprzysięgłam pojechać cokolwiek by się stało. A to wszystko razem znowu oznacza, że jutrzejszą noc spędzę w namiocie, nad wyżej wymienionym jeziorem, a pod rozgwieżdżonym niebem, w towarzystwie moich ukochanych przyjaciół, na naszym corocznym wspólnym kempingu. I że w sobotę włożę cholerne bikini, pierwszy raz w tym roku.

A kiedy dokuśtykałam do domu, pirzgłam w kąt parszywe trampki, otworzyłam flaszkę mixu piwa zbożowego z napojem grejpfrutowym, będącego ostatnio moim ulubionym napojem, usiadłam przy biurku, położyłam nogi na tymże i wybrałam numer komórki (ko-mór-ki, całkiem normalnej) gówniarza, i usłyszałam że czekał na ten telefon, ciepło rozlało się po moim wnętrzu, a świat zrobił się nagle całkiem przyjemny i przyzwoity. I z kronikarskiego obowiązku odnotuję jeszcze, że dziś był w okularach dzień dziewiąty, 7 to go.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: