O rowerze w Durniu i fajnym dniu

W Durniu byłam wczoraj. Dureń rzecz jasna nie nazywa się Dureń, tylko bardzo podobnie, a mniej zabawnie, a na nazwę przyznaję że nie wpadłam wprawdzie sama, ale bardzo chętnie ją zaadoptuję. W Durniu odbierałyśmy zakupiony na ibeju rower argentyńskiej imienniczki, odbieranie trwało dobre trzy godziny, bo najpierw misiałyśmy pojechać pociągiem do Durnia w którym nigdy nie była żadna z nas, potem autobusem do jakiejś jeszcze mniejszej wsi pod Durniem, potem znaleźć dom sprzedającej pani, który okazał się stać dokładnie na przystanku autobusowym na którym wcześniej wysiadłyśmy,  potem wrócić z rowerem pieszo do Durnia a jeszcze potem dalej pociągiem do Kolonii, wktórej zamierzałyśmy zaszturmować ulicę sklepową. Jak było do przewidzenia, z ulicy sklepowej wyszłam z pustymi rękami ja, a z pełnymi imienniczka, która miała święty zamiar niekupowania NICZEGO. Wygłodniałe spożyłyśmy niezdrowy i wykokokaloryczny posiłek na schodach przepięknej katedry w Kolonii, gdzie spotkałam cztery znajome sztuki Czylijczyków, którym na ich dictum że oni jako i ja, nie robią tu nic, byłam uprzejma odpowiedzieć, że ja  przepraszam, ale ja owszem, robię COŚ, a mianowicie odbieram rower w Durniu. Po tak przyjemnym i pełnym wrażeń dniu spożyłyśmy sobie jeszcze po piwie w małym barze nad brzegiem Renu, gdzie uprzejmy kelner upierał się rozmawiać z nami po hiszpańsku, i po stwierdzeniu z ulgą że zaparkowany przed dworcem świeżutko zakupiony rower ciągle jeszcze tam stoi, pojechałyśmy każda w swoją stronę, imienniczka z rowerem do Bonn, a ja samotnie do domu.

Po powrocie stwierdziłam obecność licznych mejli od umierającego z nagłej ochoty na rozmowę ze mną gówniarza, stłumiłam wewnętrzne zadowolenie i po paru minutach łaskawie wygrzebałam skajpa z otchłani systemu. Gówniarza nagła ochota wynikała z przemożnej chęci pokazania mi śliczniutkiego bileciku lotniczego z Santiago de Chile do Zurychu oraz własnej świeżo ogolonej górnej wargi. O ile bilet przyjęłam ze stoickim spokojem, warga zrobiła na mnie wrażenie zgoła piorunujące, zdarzało mi się bowiem wyrażać mimochodem dezaprobatę odnośnie okropnego wąsa zdobiącego wcześniej rzeczoną wargę, ale bez wielkiej nadziei że on go kiedyś zgoli. I zgolił, o cudzie.

Spać poszłam strasznie późno, strasznie zadowolona z życia, strasznie chichocząc pod nosem.

DSCN3834

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: