Pójdę się leczyć, serio.

Poszłam sobie dziś w kurs po sklepach obuwniczych w celu nabycia  p ł a s k i c h  sandałków do tak zwanego latania. W buty jestem doprawdy zaopatrzona całkiem nieźle, we wszelkie możliwe typy, a z dwa tygodnie temu nawet i kozaczki sobie jeszcze kupiłam, no co, maj też bywa zimny, nie?, natomiast jeśli chodzi o sandały, posiadam jak następuje: 1) jedne sprzed trzech lat, genialne, na skórzanej podeszwie, którą to podeszwę zdarłam na pięcie doszczętnie, ale których nie wyrzucam z miłości, 2) jedne sprzed dwóch lat, na które się uparłam bo były zielone, a które są mi za duże i klapią niemiłosiernie, a z przodu wystaje mi kawałek podeszwy, pooranej brukiem, bo zwykłam się o nią potykać, 3) jedne sprzed roku, strasznie wygodne, ale produkowane już chyba w przededniu kryzysu, bo wyglądają dużo gorzej niż te trzyletnie, 4) kolejne sprzed roku, kupione w Hiszpanii we wrześniu i z racji powyższego niby mało używane, fajne, ale niewygodne jak nieszczęście i na osobie noszącej czyli mnie wywierające wrażenie jakby krzywości. No i niepłaskie, stąd pewnie ta krzywość.

Jasnym więc jest, że w obliczu powagi sytuacji czyli 26 stopni w cieniu, MUSIAŁAM dziś nabyć sandały. I przysięgam, że szłam z mocnym postanowieniem nabycia płaskich. Ale co ja poradzę, że płaskie tak mi szkodzą na figurę??? Że w płaskich mam nogi o pół metra krótsze, a może i o metr??? Że w płaskich człapię z wdziękiem drewnianego kloca?? Tak więc wiecie co zrobiłam? Nie, nie kupiłam szpilek. Ani koturnów. Kupiłam najdoskonalsze buty woźnej!!!  Na topornym kulfonie!! Ale kulfonie sześciocentymetrowym.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: