Archive for Luty 6, 2009

Zadanie

Dostałam dziś zadanie wstawienia kartonów do magazynu. Powierzchnia magazynu, już i tak wypchanego po dziurki w nosie,  ogromem nie przeraża, więc należało wstawić je na samym końcu, po wstawieniu rzeczy które do magazynu się należą. Kartony mianowicie zostały dostarczone pomyłkowo, miały w naszym magazynie tylko przeczekać do poniedziałku, kiedy to ktoś je odbierze i dostarczy właściwie.  Zawierały w sobie coś, nie wnikałam co, w każdym razie nic co mogłoby się łatwo potłuc, było ich sztuk pięć, wszystkie wielkie i jedne mniej, jedne więcej ciężkie. I stały na takim jakby wózku, regaliku na kółkach, więc wjechanie z nimi na tymże wózku, a w poniedziełek wyjechanie, nie stanowiło teoretycznie żadnego problemu, i tak pewnie wyobrażał to sobie proszący o wstawienie. Teoretycznie mówię. Przy pierwszej próbie okazało się bowiem, że owszem, wjechać, a także wyjechać się da, ale już zamknąć drzwi nie. Zdecydowałam więc wstawić je luzem, a wózek zostawić i niech go diabli wezmą. Zaczęłam wstawiać te od góry, co okazało się błędem, bo na górze były te mniejsze i lżejsze i po wsunięciu (a raczej umieszczeniu go tam celnym kopem) ostatniego, najcięższego, stwierdziłam ponowną obecność znanego problemu. Wadził trochę mniej niż wózek, ale wadził, i drzwi za nic nie dawało się zamknąć. Jak łatwo się domyślić, zaczął trafiać mnie już lekki szlag, ale musiałam je tak przestawić, żeby ten wielki był na dole, a te mniejsze na nim. Chwyciłam więc te z przodu, ustawiłam na dużym i stwierdziłam że wszystko razem jest takie ciężkie, i wadzi, że nie dosunę tego do reszty. Szlag trafiał mnie już porządny, wlazłam więc na ten największy karton, robiąc w nim dziurę obcasem, i przelazłam górą, żeby móc ciągnąć je ku sobie.  Dociągnęłam, miejsce na zamknięcie drzwi się zrobiło, ale ja byłam z drugiej strony kartonów. Po wypowiedzeniu kilku słów w różnych językach, z przewagą hiszpańskiego, znowu zdjęłam te dwa małe z góry, znowu przelazłam, już tym razem bez robienia dziury, postawiłam na powrót małe na górze, zamknęłam przeklęty magazyn i stwierdziłam że zapomniałam wyjąć worek na śmieci, znajdujący się w regale, za górą kartonów rzecz jasna. Zgrzytając zębami aż echo niosło, otworzyłam magazyn, położyłam się kadłubem na kartonach i rozpaczliwie wyciągając kończyny górne, chwyciłam zwisający rąbek parszywego worka na śmieci. Po czym otarłam pot z czoła i poszłam do domu. Miłego weekendu!

Reklamy

2 Komentarze »