O szkodliwych wpływach 

Oglądanie „Przyjaciół” baaaaardzo źle na mnie wpływa. Jesteśmy już gdzieś w połowie piątego sezonu, Rachel nie pracuje już w kawiarni i przestała nosić te potwornie krótkie kiecki, jedyny element jej stroju, którego Z WIADOMYCH WZGLĘDÓW (wczoraj szefowa, po krótkim smalltalku dotyczącym pracy do mnie mówi: Czy ta sukienka jest dzianinowa? Może z Esprit? Bo mam podobną! A ja jej na to że, Tak, wiem, ale nie, twoja ma prawdziwy golf, a moja tylko stójkę. Ale obie mają świetną długość, co? Taką akurat NA NASZE LATA… Poczym wpadłyśmy w melancholijną zadumę.) nie zamierzam kopiować. Całą resztę kopiuję jak cię mogę, i nawet dwa aksamitne topy już nabyłam. Oraz zastanawiam się nad sukienką. 

Tymczasem jutro przyjeżdża nieteściowa ze swoim chłopakiem i znajdujemy się w szale sprzątania, w którym już udało się zgubić jeden grzebień. 

Oraz nurtuje mnie pytanie: czy niska osoba może posiadać długi płaszcz? Bo przyszedł ten zakupiony na czarnym piątku, milutki, wełniany i przepiękny, ale właśnie długi, prawie do pół łydki. Nie wiem po co pytam ludzi o opinię, mnie się on podoba i ja w nim takoż, ale Ten wziął i mnie wpędził w niepewność. 

Leave a comment »

O tym, że koniec z ekscesami

Po imprezie świątecznej znowu wylądowaliśmy w łóżkach po piątej rano i stanowczo był to ostatni raz co najmniej do Wigilii*. Tym razem jednak inteligencja działała mi lepiej niż ostatnio i oprócz beczki wina i prosecco wypiłam rownież około litra wody. Wczoraj byłam więc wykończona i przespałam większość dnia, ale kac mi nie dokuczał.

Kapelusznik na sam koniec stanął pod niewielkim znakiem zapytania, bo Ten, chcąc nadać marynarce patyny, spryskał ją farbą w spreju, która to farba dobrze chwytała tekstylia z zawartością co najmniej 20% włókien sztucznych. Marynarka natomiast była ze 100% wełny i ze spreju, poza farbowaniem wszystkiego, co tylko się do niej zbliżyło, nic sobie nie robiła. Widok nieszczęśliwego i ufarbowanego na fioletowo Tego z marynarką w ręku, zmusił mnie do zdławienia chichotu, rozłożenia na kuchennym stole rozprutego worka na śmieci, na nim wściekle farbującej marynarki i przystapienia do tarcia farby. Poszło na to półtorej rolki papieru kuchennego i szczotka do paznokci, oraz dwie pary gumowych rękawiczek i dwie godziny z życia, ale wytarliśmy scierwo na tyle, że bez zbytniego pocierania dało się Tego dotknąć.  

*Wigilia nie bywa u nas okazją do imprezowania do rana, ale w tym roku lecę spędzać ją z rodziną Tego. U nich tradycja polega na późnej kolacji na 10-15 osób w zależności od roku, a później drinkach, śpiewach i tańcach do rana, w których aktywnie uczestniczą wszyscy, włącznie z 90-letnią babcią. Po kolacjach we własnych domach, około 1 w nocy, do towarzystwa zwykle dołączają kumple Tego. W tym roku po raz pierwszy zaplanowano urządzenie Secret Santa (czy ktoś wie czy to ma jakaś nazwę po polsku???), internetowa strona dokonała losowania i każdy dostał mejlem nazwisko osoby, której musi zrobić prezent. 

A w bonusie dam Wam moje zmarszczki czyli zdjęcie absolutnie saute, bez żadnego makijażu. Uważam, że jak na moje lata i ekscesy, nie jest źle. 

Leave a comment »

O zaangażowanym kapeluszniku

Zachciało mi się znowu bawić kettlem i mam teraz siniaki na przedramionach – fajnie, co? Oraz zapomniałam już jak bardzo kettlebell dawał zakwasy w dolnej części pleców, chyba jedne z najbardziej nieprzyjemnych moim zdaniem.

A Netflix tym razem dostarczył nowego serialu o bardzo ładnym tytule Paranoid. Ja wiem, że spiski i konspiracje są bardzo oklepanym motywem, jednak co ja poradzę że je uwielbiam? Łyknęłam wczoraj trzy odcinki w samotności, gdyż Ten PRACUJE NAD STROJEM KAPELUSZNIKA. Pracuje z takim zaangażowaniem, że wydał już mnóstwo monet na materiały, farby, druty i kleje, mnie zaprzągł do obszywania koronką kołnierza i rękawów jego starej marynarki, do pracy (nad kostiumem) puszcza sobie soundtrack z Alicji, i sama mam szansę być jedynie uczepionym jego ramienia akcesorium do kostiumu. A, w niedzielę włączył film i kazał mi z nim oglądać, żeby się bardziej zainspirować i wczuć w temat. Więc się wczuwam, piątek już za 2 dni i wreszcie można będzie odpocząć od SZALONEGO Kapelusznika. 

Tymczasem zimno, temperatura spadła nieco poniżej zera, a mój zakupiony na Czarnym Piątku płaszcz jeszcze nie doszedł. Mam co do niego nieco obaw, gdyż poza niewątpliwie pozytywnym składem (wełna i kaszmir, i tylko 20% poliamidu) i pięknym kamelowym kolorem jest długi za kolano (a ja mikra), ma militarne dwurzędowe guziki (serio?) i ogólnie zastanawiam się co ja sobie myślałam. Prawdopodobnie nic, więc pożywjom uwidzim. 

Leave a comment »

O cieple i stuporze

Więc i w tym roku mamy falę ciepła w listopadzie, nie powiem żeby mnie to martwiło. 10-12 stopni czyli jeden cienki sweterek czy bluzka i rozpięty płaszcz, bdb. (O, widzę że dziś maksymalna temperatura to 14 stopni…)  Jak dla mnie, może tak zostać do marca, ale z prognozy wynika że zostanie do weekendu. Może to nawet i lepiej, bo otworzyli już jarmark świąteczny, a grzane wino w 14 stopniach to jednak lekka przesada. 

Spódnica Alicji doszła, pasuje i chyba się nada. Na górę zamówiłam sobie granatowe aksamitne body bez rękawków i z głębokim dekoltem i teraz czekam na body.  Ogólnie opętał mnie nieco aksamit (jeszcze bez skutków w postaci zakupów), gdyż netflix postanowił zrobić Temu i mnie przysługę i dał wszystkie 10 sezonów Przyjaciół. I tak lecimy sobie ciurkiem codziennie po kilka odcinków i trwam w stuporze bo: a) kiedy to dawali u nas w telewizji miałam 16 lat i chciałam wszystkie ciuchy Rachel, b) od owego momentu minęły 22 lata (dwadzieścia dwa!!!) a ja wciąż (lub może: ZNOWU) chcę wszystkie ciuchy Rachel. Jeśli chodzi o fryzurę, to nie podobała mi się ani wtedy, ani teraz. A, na akcję też patrzę, ale mniej. 

Comments (1) »

O pędzącym czasie

Głupi fejsbuk przypomniał mi dziś że moja praca ma wadę. Nie wiem czy jedyną, ale bardzo ważną: nie można brać w niej urlopu w listopadzie. A taki miałam cudowny plan! Po tym wspaniałym tygodniu na Kanarach dwa lata temu, miał to być mój patent na listopady: najpierw dwa tygodnie wzdychasz, czekasz, odświeżasz letnie ciuszki, pakujesz walizkę, potem tydzień spędzasz w cieplutkim raju, potem wracasz opalona i zrelaksowana, kiedy listopad zamienia się w grudzień i wszyscy już żyją świetami. A tu guzik, miej zajęcia na uczelni, zapomnij o Kanarach w listopadzie! 

Na dodatek głupi czas pędzi jak głupi, i znowu przyczynia się do tego praca, tutaj nikt nie żyje dniem dzisiejszym, wszyscy planują już następny program i jak go ulepszyć, nowe kursy, intensywny w marcu, o, zdaje się że nawet sale już mamy zarezerwowane. A wczoraj nawet sami przyczyniliśmy się do owego, Tego i mnie mam na myśli, zakupując bilety na festiwal Madcool w Madrycie na lipiec przyszłego roku. Na pierwszej edycji w czerwcu obecnego roku też byliśmy i wróciliśmy zachwyceni, gdyż Ten ma w Madrycie kumpla ze studiów i festiwal odpracowaliśmy na zasadzie podwójnej randki i było fantastycznie. A że przypadło to na moją blogową dziurę, fakt ten nie został tu odnotowany. 

Nowością jest też fakt, że w tym roku, jako że jest bardzo krótka (kto to wymyślił żeby Wigilia była w sobotę!!!), przerwę świąteczną w całości spędzę w Marbelli. Boże Narodzenie przy 20 stopniach i słoneczku, yeeey. 

A na dowód festiwalowa fotka. W przyszłym roku koniecznie muszę się przejechać na tym kole! 

Leave a comment »

O tajemnicy bakłażana 

Smażonego bakłażana czyli oberżynę po raz pierwszy jadłam w Cordobie, gdyż jest to typowa tapa tego regionu. Podana z salmorejo smakuje wybornie, i siedząc wczoraj z Tym przy piwie w nowo otwartej knajpie westchnęłam sobie głośno do tego wspomnienia, a Ten oznajmił, że otóż sami taką przygotujemy! Niby nic takiego, ale problem z samodzielnym przygotowaniem polega głównie na tym, żeby bakłażan przy smażeniu nie opił się tłuszczu. Po przeczytaniu całego internetu mieliśmy plan, nadmiernemu piciu tłuszczu przez bakłażana miało zapobiec piwo! (W sumie nic dziwnego, też wolę pić piwo niż tłuszcz) Dopisaliśmy więc wyżej wymienione do listy zakupów, kupiliśmy co potrzeba i zabraliśmy się do pracy: pokrojonego w plastry bakłażana należało posolić, zostawić na 15 minut, żeby puścił sok, a wraz z nim gorzki posmak, każdy plaster dokładnie umyć, osączyć, włożyć do piwa, potrzymać kilka minut, obtoczyć w mące, po czym wrzucać na bardzo gorący olej i smażyć mniej więcej po minucie na stronę, nie przewracając plastrów tam i z powrotem. Jak rzekła moja siostra, dużo bawienia, mało jedzenia, ale na prawdę było warto. Bakłażan wyszedł przepyszny, chrupiący i sztywny, nieopity olejem, a na dodatek Temu wyszło salmorejo jak nigdy, chyba pomidory przypadkiem smakowały pomidorami.  

Tymczasem moja Alicjowa spódnica jest prawie na miejscu, teraz jeszcze tylko muszę wymyślić z czym ją zestawić. Jeśli będzie pasować, rzecz jasna. 

Leave a comment »

O tym, że znowu nadchodzi ten czas w roku

…. kiedy dostaję zaproszenie na świąteczną imprezę w biurze Tego. A ma ona to do siebie, że w doborze stroju zawsze ma jakieś motto (które można uwzględnić lub zignorować. My w pierwszych latach ignorowaliśmy, ostatnio uwzględniamy) i nie polega ono na przebraniu się, gdyż nie jest to impreza kostiumowa, a na inspiracji i stworzeniu nastroju. Bla bla bla. W tym roku mottem są baśnie, baśniowe stwory i przeplatanie rzeczywistości z magią, więc Ten wpadł na naprawdę dobry pomysł (czasem mu się zdarza), żeby iść jako Alicja i Kapelusznik. Zajrzałam do internetu, potem na asosa i zamówiłam ostatni egzemplarz długiej do ziemi spódnicy z firanki. Błękitnej, gdyż jak by nie patrzeć, i jak daleka nie byłaby to inspiracja, błękitem Alicja musi dysponować. Teraz tradycyjnie czekam aż przyjdzie, tym razem jeszcze mało nerwowo, gdyż impreza zawsze odbywa się w pierwszy piątek grudnia, w tym roku drugiego, więc mam czas. 

Poza tym zajęta jestem, a może i zestresowana, bo liczba godzin w tygodniu stanęła mi na 32, z czego 10 należy do nowego programu dla libańskich inżynierów, których nauczyć języka trzeba szybciuteńko, i to tak, żeby w ciągu pół roku znaleźli tutaj pracę. Łatwizna, prawda? Dla wzmożenia przyjemności, nie ma w tym celu żadnego jasno określonego planu, istnieje tylko mglisty. 

Poza tym za oknem trzy stopnie, lodowaty deszczyk z możliwością śnieżku, więc możecie sobie wyobrazić mój nastrój. 

Leave a comment »