Nie wiem dlaczego, ale jak tak sobie leciałam dziś przez ten lasek w mojej nowej fantastycznej kurteczce do biegania z taką dziurą na kciuka (zdaje się, że kupiłam ją w ogóle JEDYNIE ze względu na tę dziurę, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że poszłam po kurtkę przeciwdeszczową, bo takiej właśnie potrzebuję, jak również długich portek, bo ile można niezależnie od pogody biegać w krótkich, a wróciłam z kurtką z dziurą?? Bynajmniej nie przeciwdeszczową.), to miałam idiotyczne wrażenie, że idzie ku lepszemu. Bardzo mnie to wrażenie skonfundowało, bo po pierwsze dość mi ostatnio ciężko na duszy i nie wygląda, żeby miało się to szybko zmienić, a po drugie to jest przecież STYCZEŃ. Zimno, ciemno i do domu daleko.
Poza tym obejrzałam całego Dextera i moje życie właśnie ostatecznie straciło sens.
(Ale przynajmniej Marie poleciała na miesiąc do Danii i z gołymi nogami przestanie latać!)


