A dzisiaj znowu leżę sobie jak ten waleń i trawię. Leżenie i trawienie wynika z faktu, że obiadek robił Seta, a w charakterze wyżej wymienionego wystąpiła fabada, czyli niezwykle słona, bardzo gęsta asturyjska zupa z białą fasolą, chorizo i gotowaną szynką, bardzo dobra, a poza tym dość ekonomiczna, bo mam przeczucie, że w tym tygodniu nie będę musiała już nic jeść.
Po obiedzie Secie zebrało się na wspomnienia londyńskich przygód, w których brał udział on sam, wizytujący go w ubiegłym tygodniu Irlandczyk Mike i jeszcze ktoś, bliżej nam nieznany. A, tak tak, przypominam sobie - rzekła na to Helena. Mike często o nim mówił. Ten jakiś Dave, prawda? Na co Seta wybałuszył oczy najpierw na nią, potem na mnie, kiwającą z zapałem głową, bo opowieści z udziałem Dave’a też pamiętałam, po czym wykrztusił w osłupieniu: Czyście zgłupiały, przecież Dave TO JA!
(Ja nie rozumiem po co on im w tym Londynie mieszał w głowach swoim PRAWDZIWYM IMIENIEM, ale owszem, nie da się zaprzeczyć że w dowodzie ma jak byk David.)
A w tym nowym roku jakaś taka obojętna jestem. Na bodźce. Może dlatego, że żadnych bodźców jak na razie nie było, ale to też jest mi raczej obojętne.



synafia powiedział/a,
19/01/2012 @ 10:14
Uśmiałam się!
barakuda_k powiedział/a,
19/01/2012 @ 12:07
turlam sie
Barbarella powiedział/a,
19/01/2012 @ 14:07
Tam jeszcze powinna być kaszanka. W prawdziwej fabada asturiana. Szacunek, ja jeszcze się nie odważyłam zjeść fabady, choć mój mąż przepada.
Catalina powiedział/a,
19/01/2012 @ 16:16
Niezle Ci tam chica. Niby tylko za granicą, a ciągle mam wrażenie, że czytam relację z Hiszpanii
) Ech!
Mariposanegra powiedział/a,
19/01/2012 @ 19:30
@Synafia & Barakuda: Na zdrowie!
@Barbarella: A była, dlaczego nie, tyle że nie na moim talerzu, gdyż odmówiłam przyjęcia do wnętrza.
@Catalina: A pewnie że nieźle. Grunt to znaleźć sobie odpowiednie towarzystwo!