Nosił wilk razy kilka i póty dzban wodę nosi, więc doigrałam się i ja i dziś to już NAPRAWDĘ umieram. Na katar.
Ale imprezy-niespodzianki to świetna sprawa, serdecznie polecam. W niektórych przypadkach wprawdzie napotyka się na problmy techniczne przy zwabianiu solenizanta na miejsce imprezy, ale w tym przypadku o niczym takim nie mogło być mowy, tortilla i jamón w charakterze przynęty MUSIAŁY zadziałać bez pudła i zadziałały. Nieszczęśliwym (dla siebie) przypadkiem Yara nie dała się jednak skłonić do przywdziania nieco bardziej odświętnego stroju ani tym bardziej nałożenia makijażu, i doprawdy MOŻNA MÓWIĆ O SZCZĘŚCIU, że mieszkanie Rosy było wystarczająco daleko żeby przy najlepszych chęciach nie dało się iść w piżamie.
Gdzieś w połowie na imprezę wpadła nie znana nam bliżej grupka OSÓB w przebraniach piratów wybierająca się w późniejszym terminie na imprezę piracką, i jedna z piratek, obrzucając moją cekinową spódnicę wzrokiem, który ośmieliłabym się zidentyfikować jako lekko pogardliwy, spytała ironicznie: A na jaką imprezę ty się później wybierasz?, na co usłyszała okraszone promiennym uśmiechem: Na żadną. Ja się na codzień tak ubieram!
A potem przy akompaniamencie jutuba wszyscy śpiewali na cale gardło stare hiszpańskie piosenki i doprawdy mnie samą zaskoczyło ile z nich znałam na pamięć.
I przez chwilę tylko było mi trochę smutnawo, bo gospodyni imprezy Rosa to najlepsza przyjaciółka tego od jednego kierunku ruchu, i mimo jego nieobecności zarówno w mieście, jak i na imprezie, jakoś tak czułam jego obecność. Ale ja nie o tym chciałam.


